Carpholic Team
STRONA GŁÓWNA
 

 

Carpholic Team

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

czytano

876

razy

Manewry Klubów Karpiowych Dębowa 10-14.05.2017

 

Autor: Czarnyy

Ostatnimi czasy coś nie potrafiliśmy przeskoczyć w żadnych zawodach 3-go miejsca i tym samym zakwalifikować się do mistrzostw Polski, dlatego w tym roku postanowiliśmy pojechać tylko na jedne zawody a resztę wolnego czasu spędzić na poszukiwaniu karpi w dzikich wodach. Animal przeczytał gdzieś o Manewrach Klubów Karpiowych na Dębowej z trzema miejscami do mistrzostw ale co za tym idzie w mocnej obsadzie teamowej. Długo nie musieliśmy myśleć: po pierwsze - woda Pzw, po drugie - nie za daleko a po trzecie - tam nas jeszcze nie było - więc jedziemy.


Złapaliśmy się na autostradzie za Wrocławiem i stamtąd już razem udaliśmy się do celu. Na miejscu powitała nas niska temperatura i zimny wiatr ale za to ciepłe przyjęcie ze strony organizatorów. Przed losowaniem zdążyliśmy zamienić jeszcze kilka zdań z kolegami, którzy byli na Dębowej już kilkukrotnie więc zarys sposobu łowienia wstępnie też się trochę wyklarował. Ogólnie raczej dobrze czujemy się na wodach typu żwirownie gdzie mocno urozmaicone dno daje sporo punktów zaczepienia w łowieniu.
Losowanie daje nam stanowisko 22 - co prawda nic nam to nie mówi ale koledzy przekonują, że to w miarę dobre miejsce więc tego się będziemy trzymać. Później jak zwykle - kilkugodzinne cięcie w życiorysie przeznaczone na wypakowywanie tych wszystkich gratów z auta i znoszenie wszystkiego z wału na stanowisko aby zaplanować i postawić w jakiś sensowny sposób stanowisko. Następnie w ponton i na wodę szukać miejsc - o dziwo ta czynność nie trwa zbyt długo - szybko znajdujemy kilka górek i to na nich będziemy skupiać większość uwagi - Animal postanawia jeszcze obłowić płytki przesmyk w ciągnącym się w kierunku środka zbiornika pasie trzcin.


Po wywózce w końcu można siąść w fotelu i odpocząć. Ale jaki to odpoczynek - w szumie trzcin, przy śpiewie jakby przekrzykujących się ptaków, których jest tutaj chyba więcej niż w encyklopedii ptactwa, pisku trzciniaków siadających na szczytach trzcin i kołyszących się na nich niczym na huśtawkach, krzyku bażantów biegających po polach i łąkach za plecami, "pseudośpiewie" parki gołębi, które spoglądają na nas z drzewa czy rechocie wszechobecnych żab, który zaczyna się równo z wielokolorowym majaczącym w oddali zachodem słońca. Co chwila odwiedza nas kos, który zbierając materiał na gniazdo co chwilę spogląda na nas jakby szukał aprobaty czy ta konkretna gałązka będzie odpowiednia do dołożenia w jego nowo powstającym mieszkanku.
No i tak byśmy siedzieli otoczeni zewsząd dobiegającymi dźwiękami gdyby nie pierwsze branie na moim kiju - ok godziny 23 pierwszego dnia mamy pierwsze branie - hol szybki z brzegu i cieszymy się pierwszym karpikiem o wadze 3,650. Wywozimy zestaw donęcając i około godziny 24 kładziemy się spać i spalibyśmy pewno dłużej gdyby nie potężna rola po raz kolejny na tym samym kiju zaraz po 5tej rano. Po lekkim docięciu karp jedzie dalej z hamulca także już wiemy bez słów, że trzeba ogarniać ponton - Animal biega jak w ukropie ogarniając kamizelki, zakładając mi kalosze, ładując podbierak i mnie do pontonu a karp w tej krótkiej chwili zdążył już przejechać nad jego dwoma zestawami i kieruje się w strone języka z trzcin. Dopływamy do niego myśląc, że najgorsza część holu czyli przepłyniecię nad zestawami bez ich poplątania jest za nami. Nic bardziej mylnego - karp jest silny i nie daje się w ogóle oderwać od dna - a holujemy go na półtora metrowej wodzie. To wchodzi w kępke trzcin to z niej wypływa i kiedy wydaje się, że to już teraz uda się go podebrać wchodzi po ponton by po chwili zrobić ostatni odjazd. Tak czy inaczej po ok. 10 długich minutach mamy go w podbieraku i okazuje się po wizycie sędziów, że karp waży 15,250kg. Tym samym wychodzimy po pierwszej nocy na prowadzenie w zawodach z wynikiem 18,925kg.


Nadzieje tym samym mamy wielkie, jednak cały dzień się nic nie dzieje - o tyle dobrze, że ogólnie na wodzie mało się dzieje i prawie nikt nie łowi ryb. Drugiego dnia zawodów koledzy na 3 stanowisku maja też dwie ryby jednak nieznacznie większe od naszych i spadamy na drugie miejsce tracąc do nich 75gra, z kolei za nami na 3cimmiejscu koledzy z 15stki mocno nas naciskają mając wynik 17,325kg. Jednocześnie pada kilka ryb na innych stanowiskach. Przez piątek i sobote nic się u nas nie dzieje - jedynie co Animal wyciąga coraz to nowe przynęty m.in. truskawkowe kulki Addera z seri Amok twierdząc, że na to to już musi być jakieś branie bo to już ostatnie kulki jakich nie zakładał. Ja zostaje na swoim miejscu z zestawami a Animal wyszukuje dalej od brzegu płytką górke i na niej kładzie jeden zestaw a wracając z wywózki i widząc, że w przesmyku coś się dzieje - wraca drugim właśnie w to miejsce. Wiemy, że to ostatnia noc i musimy coś dołowić bo spadliśmy na 3 cie miejsce i każda ryba złowiona przez stanowiska za nami spycha nas z pudła. No i w końcu się doczekaliśmy - po godzinie 20stej jest branie na wędce animala - tym razem to ja pakuje wszystko łącznie z Animalem na ponton i znowu udaje się opłynąć tym razem moje zestawy i po krótkim holu na otwartej wodzie doławiamy karpia 6,275kg. To jednak nie koniec - w nocy animal ma branie na drugim zestawie - o dziwo ryba zamiast w trzcice ładnie wyszła na otwartą wodę - odetchnęliśmy z ulga ponieważ na wodzie jest taka mgła, że końca wędki nie widać i holowanie ryby z pontonu było by technicznie bardzo trudne. Kilka minut holu i mamy kolejna szósteczkę na brzegu - dokładnie 6,050kg. Nie wiemy jednak co działo się w nocy i czy to nam starczy do załapania się na pudło i zakwalifikowania się do finału PCM.


Niedziela rano upływa na zwijaniu naszego mini miasteczka, zjechaniu do bazy zawodów i oczekiwaniu, na którym miejscu skończyliśmy. Po krótkiej chwili wszystko jest jasne - jesteśmy na drugim miejscu przegrywając najwyższe miejsce na pudle o kilkadziesiąt gram - jednocześnie mając ponad 6kg przewagi nad miejscem 3cim. Nadmienić wypada, że na 34 ekipy tylko 12 zaliczyło ryby więc tym bardziej świadczy to o skali trudności tej imprezy. Na koniec trzeba by troszkę "posłodzić" organizatorom zawodów, które upływały mimo rywalizacji w bardzo przyjaznej atmosferze. Przygotowanie imprezy i jej cała otoczka stała na bardzo wysokim poziomie a uśmiech nie schodził uczestnikom z twarzy.


Pointa tych zawodów jest dla nas jednak największą radością - jedziemy na mistrzostwa polski także do zobaczeniu we wrześniu !

Oficjalne wyniki:


Miejsce 1 - Leszek Morkis + Leszek Kita - stanowisko nr 34
Łączna waga złowionych ryb - 31,325kg


Miejsce 2 - Radosław Romanowski + Jacek Grzanka - stanowisko nr 22
Łączna waga złowionych ryb - 31,250kg


Miejsce 3 - Adam Kania + Sławomir Jończyk - stanowisko nr 3
Łączna waga złowionych ryb - 25,025kg


Miejsce 4 - Marek Szpinda + Robert Muszak - stanowisko nr 15
Łączna waga złowionych ryb - 23,525kg

Miejsce 5 - Marek Jaszkowic + Piotr Kwieciński - stanowisko nr 33
Łączna waga złowionych ryb - 21,325kg

Miejsce 6 - Dariusz Kruszewski + Ryszard Osmanowicz - stanowisko nr 1
Łączna waga złowionych ryb - 17,775kg

Miejsce 7 - Paweł Strzelczyk + Tomasz Kocjan - stanowisko nr 27
Łączna waga złowionych ryb - 15,725kg

Miejsce 8 - Wojciech Rybka + Robert Koszuliński - stanowisko nr 16
Łączna waga złowionych ryb - 11,800kg

Miejsce 9 - Marek Lubas + Filip Lubas - stanowisko nr 4
Łączna waga złowionych ryb - 9,825kg

Miejsce 10 - Tomasz Goryński + Paweł Henkel - stanowisko nr 9
Łączna waga złowionych ryb - 8,775kg

Miejsce 11 - Werner Niemczyk + Rafał Gorgolik - stanowisko nr 32
Łączna waga złowionych ryb - 5,00kg

Miejsce 12 - Rafał Przerada + Wojciech Maroszek - stanowisko nr 31
Łączna waga złowionych ryb - 2,250kg

 

Więc do następnego razu !!!

Z pozdrowieniamni - the_animal i Czarnyy

 

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

 

 

 

 

 

 

Menu prawe

POLECAMY

 

pajacyk_139x68.gif

 

 

 

carpholic

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2010-2018 Carpholic Team