Carpholic Team
STRONA GŁÓWNA
 

 

Carpholic Team

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

czytano

744

razy

IV MEETING Z LUBUSKIM KLUBEM KARPIOWYM

 

Autor: the_animal

Impreza, na której gościliśmy już drugi raz. Po ubiegłym roku, gdzie "lekko" nie wypaliła woda na której mieliśmy wędkować. W tym roku do dyspozycji były trzy malownicze jeziorka "Zamkowe" położone blisko Międzyrzecza.


Jeziorka nieduże, parohektarowe - dwa głębsze i jedno płytkie. Trudne techniczne wody z licznymi powalonymi drzewami. Gdzieniegdzie mocno zarośnięte ze stromo spadającymi brzegami aż do parometrowej głębokości.


Wylosowaliśmy środkowe. Miejsce dość ciekawe, jednak niełatwe. Zapowiadało jednak jakieś możliwości. Z lewej strony zwisające do samej wody korony drzew. Tworzące pod spodem tunele z licznie leżącymi w wodzie konarami starych drzew. Tworzyły one naturalne schronienia dla wędrówek karpików. Tym bardziej, że sporo było na nich muszelek racicznic.


Z prawej strony początek zatoczki z wpadającym dalej strumykiem, dwoma drzewami w wodzie i jedną starą kładką. Były tam ładne placyki twardego kamienistego dna. Jedno stare nieduże drzewo udało nam się wyciągnąć wspólnymi siłami z wody - co otworzyło bardziej miejscówkę do łowienia.


Dwa inne miejsca i dwie odmienne techniki nęcenia. Tak postanowiliśmy.


Radek sypał niedużo - dopalonymi kulami. Zestawy kładł pod samymi zatopionymi konarami starego Dębu.
Ja postawiłem na nęcenie zapachowe. Do wody szły grube pelety truskawkowo- rybny i squidowy z małą domieszką gotowanej kukurydzy. Co jakiś czas strzelałem proca kulki drobnego sklejonego peleciku truskawkowego by zapach pozostawał w wodzie cały czas.


W zasadzie ten drugi sposób nęcenia przyniósł nam 5 karpików, jednak żaden nie osiągał minimalnej wagi, którą były dwa kilogramy . Zameldowały się też dwa leszcze.


Same jeziorka znakomite, jednak presja zawodów, hałas przy brzegach i liczni zaciekawieni spacerowicze; spowodowały, że karpie odeszły od brzegu. Spławiały się na środku, pod powierzchnią, gdzie można było je niejednokrotnie zaobserwować. Ryby brały za to znakomicie na pierwszym jeziorku. Woda płytka, brzegami zarośnięta kapelonami, miejscami mocno zamulona. Stanowiska nęcenia nie opierały się o odwiedzających spacerowiczów brzeg przez co rybki miały spokój i nie były przepłoszone. Tam padły wszystkie "podiumowe" rybki.


A my? Łowiliśmy na leżaki, bałwanki, popki, kulki wyniesione wysoko, bardzo wysoko. Czasem wepchnięte gdzieś w drzewa, pod konary, kładkę lub też głęboko na stoku. I nic.


Beata za to miała podczas zawodów kolejne 18ste urodziny, więc zjedliśmy kawałek placka, popiliśmy szampanem a jak się skończył - piwem. Było miło, ale się skończyło. Nagrody zostały rozdane i trzeba było uciekać z tego malowniczego lasu, z nad lazurowej wody, gdzie drzewa wznosiły się dookoła na parędziesiąt metrów dzięki polodowcowej kotlinie.

<

 

 

 

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

 

 

 

 

 

 

Menu prawe

POLECAMY

 

pajacyk_139x68.gif

 

 

 

carpholic

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2010-2018 Carpholic Team