Carpholic Team
STRONA GŁÓWNA
 

 

Zawody karpiowe o Puchar Jeziora Lgiń

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

czytano

3285

razy

I Otwarte Zawody karpiowe o Puchar Jeziora Lgiń 26-30.09.2012

 

Autor: Czarnyy

 Na zawody zapisaliśmy się jeszcze w maju, kiedy spotkaliśmy się razem z organizatorami podczas naszej zasiadki nad jeziorem Lgiń mały. Jako, że wpisowe było w naszym zasięgu a dzika i trudna woda jak najbardziej nam odpowiadała postanowiliśmy pojechać. Wspólnie z animalem podczas kilku następnych teamowych zasiadek stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle doświadczoną ekipą jeśli chodzi o poprzednie zawody, że frycowe już zapłaciliśmy i najwyższy czas powalczyć o jakieś lepsze miejsca. Postanowiliśmy nie powielać błędów z poprzednim startów i tym razem nawet rozmowy o tym kto czym i w jakiej sytuacji ma zamiar nęcić ucinaliśmy. Każdy z nas miał zatem do obmyślenia po kilka stretegii i stwierdziliśmy, że łowić i tak będziemy w 3-4 różniących się od siebie miejscach o ile warunki na to pozwolą. Dodatkowo dostaliśmy z myślą o zawodach od przyjaciół z Londynu kilka opakowań świeżych kulek zanetowych.

 

Dzień Integracji

Dostaliśmy telefon czy nie damy rady podjechać dzień wcześniej ponieważ organizatorzy zaplanowali spotkanie integracyjne dla uczestników. Na miejsce dotarliśmy ok godziny 18stej. Przywitaliśmy się z organizatorami oraz z kolegami uczestniczącymi w zawodach, z których część mieliśmy już okazje spotkać przy okazji startów na innych zbiornikach. Ognisko się już paliło, koledzy piekli kiełbasy, można się było zapoznać z mapką zawodów oraz powymieniać poglądy na różne tematy od węgla kamiennego do brunatnego. Wszystkich sekretów integracji zdradzać nie wypada a może i nie do końca pamiętamy.. .wszak minęło już trochę czasu. Oczywiście nie zabrakło też pamiątkowego zdjęcia.

 

Dzień rozpoczęcia - środa

Obudziliśmy się z lekkim bólem głowy - oczywiście z powodu zmartwień o to aby dobrze polosować. Kawa i wizyta w miejscowym sklepie po maślankę oczyściła jednak myśli i postanowiliśmy się udać do bazy zawodów przy plaży. Kilka ekip już tam była pozostali cały czas dojeżdżali. Tutaj spotkała nas kolejna miła niespodzianka - śniadanie od organizatorów. Po śniadaniu, jako, że do godziny otwarcia i losowania zostało jeszcze sporo czasu udaliśmy się brzegiem wzdłuż jeziora pooglądać jak wytyczone są stanowiska i ew, które by nas interesowało. Kilka ciekawych zapamiętaliśmy i wróciliśmy do bazy zawodów. Wszystkie ekipy już zjechały więc zawody czas zacząć. Losowaliśmy jako jedni z pierwszych - zawsze obarczam tym zaszczytem the_animala, żeby nie było na mnie. Tym razem szczęście się do nas uśmiechnęło i animal wyciągnął z worka stanowisko nr 18 czyli ostatnie stanowisko na jeziorze. Poczekaliśmy aż pozostali koledzy wylosują swoje miejsca i udaliśmy się w podróż do naszej bazy na zawodach. Po dotarciu na miejsce to czego nie lubi chyba żaden karpiarz - czyli mozolne wypakowywanie się i rozkładanie tego całego majdanu, który nie wiemy jakim cudem zmieścił się w naszych osobowych samochodach. Jak już wszystko udało się postawić i rozpakować zdjęliśmy ponton, podłączyliśmy silnik oraz echosondę i postanowiliśmy dokładnie spłynąć miejscówke. Do przeciwległego brzegu mieliśmy ok 130m i właśnie przy nim ciągnął się pas kapelonów i trzciny. Na dnie zalegała warstwa mułu - gdzieniegdzie twardego w innych miejscach miękkiego - kij, którym sprawdzaliśmy dno na płytszych partiach wchodził w dno na ok pół metra. Co ważne muł nie śmierdział. Roślinności podwodnej także trochę było. Sam środek miejscówki wydawał się być mało atrakcyjny ale na głębszych partiach w stronę końca zatoki echosonda pokazała dość sporo ikonek ryb więc postanowiliśmy zaryzykować i jednego markera postawić właśnie w tym miejscu. Jako, że ja lubie łowić i nawet nieźle mi to wychodzi przy przeciwległych brzegach z kapelonami itp. udało mi się wytargować z animalem właśnie te miejscówki dla dwóch moich zestawów. Animal jeden swój postawił na głębszej wodzie, drugi natomiast w ciekawym miejscu niedaleko brzegu gdzie nagle urywała się roślinność podwodna. Właśnie w tych głębszych miejscach liczyliśmy na strzały. Później tylko wywózka zestawów i pozostaje czekać. Rozmawiamy przy tej okazji o miejscu, które wylosowaliśmy oraz o miejscach położenia zestawów. W międzyczasie dowiadujemy się, że ekipa ze stanowiska nr 1 już zaliczyła pierwszą rybę - karpika lekko powyżej 2 kg. Jak się później okaże takie karpiki z zarybienia dadzą im 2 miejsce. Noc mija spokojnie z jednym delikatnym braniem na kiju animala, które kończy się zanim zdążyliśmy wygramolić się ze śpiworów o dobiec do kiji.

 

Czwartek

W czwartek po porannej kawie dowiadujemy się, że koledzy z jedynki znowu coś dołowili a na stanowisku nr 11 ekipa złowiła karpia 8,69kg a na stanowisku nr 4 złowili karpia lekko ponad 2kg. Wiemy, że trzeba zacząć łowić ale jesteśmy spokojni - w końcu minęła dopiero doba. Powtórna wywózka zestawów i czekamy dalej. Dzień spokojnie mija na obserwowaniu wody i rozmowach co więcej można by wymyślić. Animal w swoim zwyczaju próbuje szczęścia na metode. Jego kombinowanie nie raz przyniosło już efekty - chociażby na niedawnych zawodach, w których uczestniczył na Niekielce. Niestety tym razem nie przynosi to rezultatów. Czasami odwiedzają nas organizatorzy i sędziowie oraz koledzy z innych ekip. Około 21 sygnalizator zaczyna grać na moim kiju wywiezionym na 130m i wsadzonym prawie w trzcine i kapelony. Dobiegamy do kija, lekkie docięcie i mimo rozciągliwej żyłki i znacznej odległości czuje pulsujący ciężar dużej ryby na końcu wędki. Kij wygięty w pałąk. Animal już zdążył położyć pozostałe kije szczytówkami do wody i przygotowuje ponton i wtedy zdarza się to czego nie lubi żaden karpiarz - kij się prostuje - ryba się spięła. Stoimy przez chwile osłupiali w tym czasie ściągam zestaw - oglądamy go dokładnie, niby wszystko ok - na ten przypon zapiąłem już trochę ryb w podobnych warunkach, hak wydaje się ostry. Nie wiemy co jest przyczyną spinki, ale mogą decydować o niej detale. Ja szacuje rybe na ok 10kg, animal stwierdza, że z całą pewnością miała więcej. Trzeba się teraz wywieźć po ciemku co jest trudnie technicznie sprawą. Ja zostaje z kijem w łapie na brzegu animal z zestawem wypływa na wodę. Początek nocy mija nam na "zabijaniu" rozgoryczenia smaczną cytrynówką. Noc mija bez brania.

 

Piątek

W piątek odwiedza nas redaktor okolicznej gazety wraz z organizatorem. Roznosi się wieść o tym, że spieliśmy rybe. Ucinamy sobie miłą pogawędkę. Zmieniam przypon na kiju, na którym było branie. Koledzy z 1-dynki łowią kolejne karpiki, część z nich nie mieści się jednak w regulaminowych 2kg. Decydujemy z animalem, że rezygnujemy z głębokiego łowiska i przenosimy zestawy pod przeciwległe brzegi. Przed wieczorem kolejna zmiana kulek, wywózka i zasypanie zestawów. Po zmroku mamy kolejne odwiedziny na stanowisku - siedzimy rozmawiamy o starych rowerach kiedy jest branie na drugim zestawie na moją ulubioną kulkę. Podbiegamy do zestawów i tym razem docinam ciut mocniej. Ryba siedzi - informuje i od razu stwierdzam, że jest mała. Zanim zdążyłem to powiedzieć animal już przygotował wszystko - tzn. szczytówki do wody, kamizelki - ja wchodzę na ponton, animal wypycha go na wodę i w tym czasie czuje lekki luz na żyłce - nogi się uginają - czyżby powtórka z rozrywki ? Nie ! To karp zaczął płynąć w naszą stronę - mimo sporego nawoju kołowrotka ledwo przez chwile nadążam ze zwijaniem żyłki. Czuje go z powrotem. Rozglądam się dookoła a animal sprawnie ominął nasze żyłki i w sumie znajdujemy się w niedalekiej odległości od ryby. Wszędzie ciemność - światło czołówek jednak daje poświatę. Jako, że animal ma większe doświadczenie z holowania karpi z pontonu udziela cennych wskazówek co do sposobu holu. Ja skupiam się tylko na tym, aby rybę wyjąć. Kilka ładnych odjazdów na hamulcu - animal czeka już z gotowym podbierakiem. Udaje mi się podciągnąć karpia na powierzchnie i wtedy widzę podbierak w wodzie a animal mówi: " jednym ruchem". Już bez kręcenia korbą wślizguje rybę do podbieraka. Przybijamy piątkę - ja przejmuje podbierak i w końcu siadam na pontonie a animal spływa do brzegu. Wyjmujemy mate, worek i prosimy o zważenia i wpisanie ryby jeszcze dziś. Przy ważeniu dotarło do nas kilku kolegów z sąsiednich stanowisk, niektórzy zostają u nas jeszcze na chwilkę po zważeniu. Waga wskazuje 8,22kg. Wskakujemy zatem na 3 miejsce tracąc ok 2kg do kolegów z jedynki i ok 400g do ekipy z 11. Już w lepszych nastrojach spędzamy wieczór i noc, która mija bez piknięć.

 

Sobota

Z rana dowiadujemy się, że na stanowisku nr 11 Agnieszka Jurgawka wyholowała amura o masie 15,54kg. Z jednej strony jesteśmy trochę niezadowoleni ale z drugiej cieszymy się, że ryba padła na stanowisku, które już złowiło rybę i pozostajemy na pudle. Koledzy z 1dynki doławiają kolejne karpiki. Przed południem dociera do nas organizator wraz z redaktorem gazety i robimy małą sesję z rybą oraz z jej wypuszczania. Karp w świetnej kondycji wraca do wody. Wiemy, że ciężko będzie zostać na pudle bo pogoda wieczorem robi się jak to animal mówi " braniowa" co i ja przyznaje. Także wszystko się może jeszcze zdarzyć. My również liczymy na branie tym bardziej, że brania mieliśmy dzień po dniu o mniej więcej tej samej porze. Wiatr się wzmaga. Żartujemy, że ok godziny 21 jeden z nas stoi przy kijach a drugi już ma siedzieć w pontonie. Nic się jednak nie dzieje.

 

Niedziela


Zawody kończą się o 10 rano. Dostajemy informacje, że koledzy z Grupy Operacyjnej złowili rybę. W niepokoju oczekujemy na informacje o wadze. Tymczasem wybija 10ta i kończymy łowienie i zaczynamy zwijać obóz. Na chwile odchodzę od naszego stanowiska. Wracając słyszę z przejeżdżającego samochodu organizatorów śmiech i cyt "widziałeś jego minę" ;). Dochodzę do obozu i zastaje tam śmiejącego się animala. Pytam co jest i z czego się tak śmiali. Animal mówi, z poważną miną że karp, którego złowili w nocy miał..8,30kg. Zobaczył chyba moją minę i śmieje się ponownie. Mówi: tak mi powiedzieli, ale żartowali - mały - 2,3kg. Śmiejemy się teraz razem i cieszymy, że udało się stanąć na pudle. Mozolnie trwa pakowanie. Do bazy zawodów dojeżdżamy przed 12stą. Wymieniamy się opiniami z kolegami , którzy siedzieli na innych stanowiskach w tym czasie zjeżdża reszta uczestników. Krótkie podsumowanie ze strony organizatorów i odczytanie listy poszczególnych miejsc i klasyfikacji. Carpholic Team zajmuje zatem 3 miejsce w zawodach a klasyfikacja wygląda tak:

1 miejsce Tomek Jurgawka i Agnieszka Jurgawka - 2 ryby o łącznej wadze 24,23kg (st. 11)
2 miejsce Marek Sneliński i Leszek Arendarczuk - 6 ryb o łącznej wadze 14,06kg (st. 1)
3 miejsce w składzie Radosław Romanowski i Jacek Grzanka - Carpholic Team - 1 ryba 8,22kg
4 miejsce Tomasz Gorynski i Paweł - 1 ryba 2,3kg (st. 13)
5 miejsce Remek Romaszko i Adam Krawiec - 1 ryba (st. 4)
Dodatkowo klasyfikacje za największą rybę zawodów wygrała Agnieszka Jurgawka łowiąc amura o wadze 15,54kg a za pierwszą rybę zawodów statuetkę odebrał Marek Steliński.

Spośród pozostałych uczestników organizatorzy wylosowali 3 nagrody ufundowane przez sklep Carpholic i Team Carpholic.

 

***

Jeśli chodzi o stronę organizacyjną wspólnie doszliśmy do wniosku, że wszystko stało na wysokim poziomie. Mimo niezbyt dużej ilości sponsorów organizatorzy wspieli się na wyżyny i zrobili wszystko żeby można zawody uznać za udane. Jeśli chodzi o atmosferę tutaj nie ma co nawet gadać - było pierwszorzędnie. Zarówno organizatorzy jak i sędziowie byli 24/h na dobę pod telefonami oraz kilka razy dziennie na stanowiskach co znacznie ułatwiało ważenie ryb oraz wymianę informacji co dzieje się na danych stanowiskach. Nie mamy się zatem do czego przyczepić. Także trzymamy kciuki, żeby przyszłoroczna edycja się odbyła i zawody u Puchar Jeziora Lgiń na stałe zagościły w kalendarzu imprez karpiowych. My jako ekipa Carpholic Team w każdym razie zapowiadamy się na przyszły rok.


Jeśli chodzi o nasz wynik jesteśmy zadowoleni. Mimo pozornie dobrego miejsca w losowaniu dzika duża woda ponownie pokazała swój pazur i okazała się trudna i nieprzewidywalna. 3 miejsce traktujemy jednak jako dobra lokatę. Szkoda spiętej ryby, która prawdopodobnie pozwoliłaby nam wspiąć się lokatę wyżej. Wydaje nam się również, że miejsce na pudle udało się zając w dużej mierze dzięki temu, że nasze karpiowe zasiadki mają miejsca wyłącznie nad dzikimi, dość dużymi wodami i przeważnie jest to łowienie z marszu więc doświadczenie zdobyte w ten sposób pomogło w wyborze miejsc oraz przynęt.

Czarnyy

STRONA GŁÓWNA => RELACJE

 

 

 

Menu prawe

POLECAMY

 

pajacyk_139x68.gif

 

 

 

carpholic

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2010-2018 Carpholic Team